Sudi4x4
Zacznę od ciekawostki. Pewnego dnia właściciel firmy SUDI 4x4 z Zabrza ujrzał stojącego przed akademikiem, gdzie mieszkałam kiedyś, ubłoconego „po uszy” Pathfindera. Zauważalny wciąż jeszcze adres strony Klubu zanotował na karteczce. Po kilku miesiącach przy okazji organizowania spotkania dla Polskiego Stowarzyszenia Miłośników Pickupów, przypominał sobie o karteczce ;). I tak oto 11-12 grudnia 2004 r. Klub nasz z Wojtkiem na czele został organizatorem Zlotu Pojazdów Terenowych SUDI 4x4.
Zachęciliśmy do przyjazdu zaprzyjaźniona grupę off-roadową górali z Nowego Targu – Danę z Krzyśkiem i Baskę z Presleyem, oraz prezesa Wrocławskiej Milicji – Bigę. Hiszpan też był proszony, ale zdradził nas na rzecz wyjazdu w Góry Sowie (i niech żałuje!).
Swoją drogą na rajdzie nie odbyło się bez „Latającego Kena” z Olą od tego razu już Suzuki-Samurajem oraz Fawora (wprawdzie bez Mary, czego baaardzo żałujemy) jadącego Navarą.
Tak jak w załodze Samurja Bigi zabrakło pilota, chętnie objęłam ten tymczasowy wakat.
Michał mój i Wojtek z Młodym rozstawili tyczki na piaskowani, zapewniając też obstawę próby na czas. Przy tej że próbie nie obeszło się bez prawie tradycyjnych rajdowych strat. Niestety Biga spalił nowo założone sprzęgło i gdy by nie to, miał by najlepszy, nie do pokonania czas.
Jak wspaniale widać na fotkach trasa była całkowicie „zabłocona
Na dodatek wszyscy pomylili się w road-booku, czym dwukrotnie urozmaicili sobie błotne i nie tylko przeszkody. Przez to pora obiadowa zbiegła się z biesiadą, która trwała do 5 rano (zdjęć już wtedy nie robiono ;)), na której nie zabrakło też Piotra – zaprzyjaźnionego leśniczego.
Drugi dzień był bardziej stonowany w pokonywaniu przeszkód. Jedynie wielkie powalone drzewa stanowiły atrakcję dnia.
Cali, nieco schorowani po imprezie i chyba zadowoleni (zapytać się górali bo wrócili z pucharem za I miejsce) wróciliśmy szczęśliwie na Podhale.