Zaplanowaliśmy wyjazd tygodniowy, aby trochę przewietrzyć płuca i ubłocić samochody. Umówiliśmy się z Wojtkiem w Kielcach na wyjazd w niedzielę a pozostała część ekipy miała do nas dołączyć po Picnicu Country w Mrągowie.


Dzień I – Wyjazd (niedziela).

Czas wyjazdu został ustalony na godz. 10.30. Jednak z powodu „drobnych” prac wykończeniowych w UAZ-ie Wojtka wyjechaliśmy w kierunku Mrągowa ok. godz. 13. Przygoda się zaczęła w okolicy Radomia kiedy to w czasie jedzenia kozinaków (taki daleko-wschodni wynalazek orzechówo-karmelowy) pękł mi ząb – górna V. Bolało to cholerstwo, a odłamek utkwił w dziąsłach i potęgował ból. Niestety na całej trasie do punktu przybycia nie dopatrzyliśmy się pogotowia stomatologicznego, a ja uznałam, że błądzić po mieście nie ma zbytnio sensu. Jak zaczęło się ściemniać podjęliśmy decyzje o rozbiciu obozu nie dojeżdżając do Mrągowa, aby uniknąć tłumów. Na mapie znaleźliśmy małe jeziorko w miejscowości Sasak Mały w okolicach Szczytna. W tym miejscu szukając dobrego dostępu do jeziora nasz Pathfinder utknął w bagnie. Kilkakrotnie i bezskutecznie UAZ próbował go wyszarpać z bagniska, lecz wszystkie liny po kolei pękały i stwierdziliśmy, że to właśnie jest przymusowe miejsce na nasze obozowisko. Ale do dyspozycji mieliśmy czadowy pomościk, prawie taki sam, jak ten nasz pod Gliwicami (patrz galerię „Nasz pomościk”). Było i pieczenie kiełbasy z ziemniakami i degustacja schłodzonego piwka. Całą noc Wojtkowe psy Klakson i Lewis strzegły naszego obozu od dzikich zwierząt i innych obcych przybyszów.
Dzień II – Spotkanie (poniedziałek).

Rano z Mrągowa wyruszyła nam na spotkanie i pomoc ekipa w składzie: Ken z Olą na „Latającej Hondzie”, Fawor (Marcin) z Faworową (Mary) jadący Navarą oraz żądni przygody Darek i Beata z dziećmi podróżujący Terrano II. Dzięki Faworowi i zorganizowanej pomocy wszystkich pozostałych Pathfinder został wyrwany z bagnistych pęt. Niestety nie bez uszkodzeń o których najlepiej napisze Michaś. W trakcie naprawy Pathfdindera ja także „naprawiłam” swój nieszczęsny ząb przy pomocy kombinerek Wojtka sprawnym ruchem wyrywając ruszający się kawałek z dziąseł.

Odwiedziliśmy też off-roadową działkę Faworów. Wiemy już, że kupili ją po to, aby móc jeździć off-roadowo kiedy w Polsce zaasfaltują wszystkie drogi jak w Japonii i zakażą wjazdu do lasu.

Nocleg znaleźliśmy przy jeziorku Lelskim w oddali od pól namiotowych i cywilizacji. Całe towarzystwo łącznie z psami kąpało się w ciepłej jak mleko wodzie. Na ognisku upiekliśmy w kociołku warzywa z ziemniakami i boczkiem. Przepis poniżej:

kapusta, marchew, cebula, ziemniaki, boczek, rozmaryn, oregano, sól, pieprz, woda lub to co w danej chwili się pije.... i oczywiście kociołek.

Liśćmi kapusty wyłożyć ściany i dno kociołka (tak to widziałam u znajomych, ale u nas okazało się, że nie ma takiej konieczności). Obrane warzywa i boczek pokroić w kostkę. Ilość i kolejność układania dowolna. W trakcie układania posypać solą i przyprawami (uwaga na rozmaryn – wystarczy szczypta!), zalać odpowiednim płynem. (u mnie w ręce akurat było piwo a więc kociołek był warzywno-piwny).



Dzień III – Pożegnanie części załóg (wtorek).

W nocy nieźle popadał deszcz i poranek był pochmurny. Mimo to wstaliśmy jeszcze przed 7. Dzieci, psy i namioty zostały spakowane a Fawory poprowadzili naszą wycieczkę w nieznane. Mary znalazła piękne gliniasto-błotne drogi z kałużami gdzie Darek nareszcie mógł poćwiczyć prawdziwą jazdę terenową. A rzucało jego Terrano i w poprzek drogi, i na pole chłopa. Przypadkowo napotkana piaskownia też była czadowa (fotki). „Mały chłopczyk” Pathfinderem krążył po piaskowni, aż zawiesił się spodem na piaszczystym progu i Fawor Navarą musiał popchnąć go do przodu.

Potem nasza załoga przejęła prowadzenie i udało się nam znaleźć piękne błociane drogi, na których Terrano zostawiło osłonę spod skrzyni biegów. Niestety dzieciaki marudziły (i tak się dziwię, że tyle wytrzymały) i Darek z Beatą nie bez żalu stwierdzili, że jadą nad morze. Pożegnaliśmy też Kena i Olę, którzy musieli wracać do domu.

I tak w skróconym składzie znaleźliśmy miejsce na nocleg przy jeziorze Mój.


dalsza część sprawozdania c.d.n.