Jeep Pasja Cedzyna 2004

Nasz kielecki klub www.offroad.swietokrzyski.pl współorganizował rajd Jeep Pasja Cedzyna 2004 (a dokładnie to nasz GURU Wojtek) a my ... Inna(lekarz klubowy) i ja(kierowca ambulansu) pomagaliśmy w trakcie trwania imprezy... zabezpieczaliśmy ją od strony medycznej i technicznej.

puchar Jeep Pasja Cedzyna 2004 Dotarliśmy na miejsce o czasie czyli koło 18-nastej w piątek byliśmy pod hotelem w Cedzynie gdzie była baza zlotu...zameldowaliśmy się u Andrzeja Marka jednego z organizatorów imprezy(pozdrawiamy i cieszymy się, że poznaliśmy Cię Andrzeju)...Po zapoznaniu się z trasą nocną liczącą około 45 km udaliśmy się do leśniczówki Widełki gdzie czekał na nas GURU Wojtek wraz z synem Michałem...długo się nie widzieliśmy więc rozmawialiśmy i rozmawialiśmy...nagle nadjechał leśniczy Piotr i udaliśmy się w głąb lasu na punkt sędziowski więczący trasę nocna...było grubo po 24-tej...rozpaliliśmy ognisko i przy Watrze (góralska herbata) i kiełbasie przyniesionej przez leśniczego Piotra.. oczekiwaliśmy na załogi...ostatnia załoga dotarła koło 5-tej rano...więc i my udaliśmy na spoczynek...

W sobotę od rana byliśmy na piaskowni...uczestnicy zostali podzieleni na 4-ery grupy...jedna została na piaskowni aby zaliczyć konkurencje polegające na jeździe wranglerem z odwróconym układem kierowniczym i strzelaniu z wiatrówek...były też quady Yamaha i możliwość umycia Karcher-em auta...oczywiście był też bufet oferujący napoje, kiełbaski i grochówkę zorganizowany przez Krzyśka i Iwonę członków naszego klubu...pozostałe trzy grupy aut wyruszyły na różne trasy...widokową, wodna i trasę wąwozy...cały dzień patrolowaliśmy poszczególne punkty tras...czuwając nad bezpieczeństwem uczestników, dowożąc olej do uszkodzonej skrzyni, zabierając fotografa i kamerzystę w ciekawe miejsca, benzyna, piwo, czekolada i inne potrzebne rzeczy dowoziliśmy na życzenie...w między czasie przywieźliśmy leśniczego Piotra aby uczestniczył w zabawie razem z nami (mamy nadzieję, że podobało się)...pilotowaliśmy też zaginionych w akcji...po zakończonym dniu pełnym wrażeń zostaliśmy zaproszeni przez Andrzeja Marka na bankiet gdzie dostaliśmy pamiątkowy puchar za opiekę medyczna i pomoc w organizacji...to bardzo miłe ze strony organizatorów...naprawdę byliśmy miło zaskoczeni...dziękujemy...


to chyba tyle...rajd wspominamy miło choć odbiegał on atmosferą i rodzajem zabawy od naszych klubowych imprez...ale nie każdy woli ten rodzaj offroadu co my...inni szukają wrażeń w prędkości i pędzeniu w nocy po lesie ponad 100 km/h a my wolimy współpracę od konkurowania miedzy sobą o czas i miejsce na liście...pozdrawiamy Andrzeja Marka i jego żonę którą mieliśmy okazję obwieźć po okolicy, załogę czerwonego wranglera z uszkodzoną skrzynią...dziękujemy wszystkim obecnym za mile spędzone chwile...

            Powrót do galerii